Piątek, 24 kwietnia 2026. Jadę na zapowiedzianą konferencję prasową w sprawie tragicznej śmierci posła i społecznika Łukasza Litewki w sosnowieckiej prokuraturze. Mijam dawne zakłady »Wanda« i drogą dla rowerów zbliżam się do Ludwika. Nagle – na mojej drodze oraz sąsiadującym z nią chodniku – wykopy. Rury, narzędzia, pracujący maszyny i ludzie. Wygrodzenia – brak. Oznakowania – brak. Wytyczonej drogi zastępczej – brak. Są za to rowerzyści i piesi. Jeden prawie obrywa w głowę łyżką koparki. Nadzór nie pracuje, bo już po godzinie 13:00. Pozostaje straż miejska.

„Poza pasami ruchu”
Nauczony doświadczeniem z przeszłości, że telefon mieszkańca do straży miejskiej kończy się na niczym, a w zasadzie zignorowaniem sygnału o zagrożeniu, obowiązkach i zasadach dobrej roboty, tym razem informuję dyżurnego, że jestem dziennikarzem. Robię tak, bo wyjeżdżam na 2 dni, więc zależy mi, by coś zrobili, żeby nikomu nic się nie stało. Idę sprawdzić tego samego dnia wieczorem. Posprzątane, zabezpieczone, jakby nic się jeszcze dwie godziny wcześniej nie działo tam skandalicznego.
Wracam na miejsce w poniedziałek, przed godziną 9:00. Już kopią. Tym razem na drodze dla rowerów rozłożona wielka płachta folii. Na nią koparka usypuje wał z urobku pod wykopane rury. Chodzą robotnicy. Z jednej strony brak barierki, więc rowerzyści wjeżdżają wprost na tę folię z ziemią. Z drugiej jest, ale nie wiadomo o co chodzi. Wzdłuż robót nie ma żadnych. Oznaczeń także brak. Domyślnie rowerzyści zjeżdżają na chodnik. Wbrew przepisom ruchu drogowego, wbrew przepisom budowlanym, ale nie ma wyjścia. Da się wytrzymać, o ile nie idzie chodnikiem akurat ktoś z psem albo grupa uczniów.

Dzwonię
na straż miejską dowiedzieć się o piątkowe zgłoszenie. Dyżurny
odpowiada, że strażnicy byli w piątek na miejscu. Odnotowali roboty ziemne
na zieleńcu, czyli poza drogą dla rowerów i chodnikiem. Czyli wszystko w
porządku, nic się nie dzieje, można się rozejść. Serio?
Więcej niż tysiąc słów mówi jednak obrazek. A zatem popatrzmy, jak wyglądają roboty poza pasami ruchu. Podziwiajcie.
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się na nasz biuletyn informacyjny!
BHP czyli bezpieczeństwo hamuje postęp
Nie wiadomo jeszcze, jakie były przyczyny tragicznej śmierci popularnego posła z Zagłębia. Lecz kto widział tę drogę, ten wie, że jest dziurawa. Co podpowiada, iż jej stan może skłaniać kierujących do slalomu pomiędzy wyrwami. Czy to właśnie robił kierowca, który wjechał w Litewkę – nie wiadomo – trzeba poczekać na ustalenia śledczych. Lecz wyobraźnia podpowiada chyba każdemu rozumnemu człowiekowi, że dobry stan dróg, właściwe zabezpieczenie prac budowlanych na nich oraz czytelne oznakowanie miejsc niebezpiecznych zmniejsza ryzyko nieszczęścia.

Najwyraźniej nikt tu niczego się nie uczy. Minął rok, jak w Będzinie, w niezabezpieczonym wykopie, zginął starszy człowiek. Mimo tego, tuż obok, prowadzono wielką przebudowę drogi wojewódzkiej, lekceważąc zasady bezpieczeństwa, przepisy i zdrowy rozsądek w sposób skandaliczny. Napisaliśmy na ten temat, pokazując kilkadziesiąt fotografii dokumentujących ten stan. Jaki był tego efekt? Tak jest, dobrze się domyślacie – żaden. Podobnie było z robotami na sieci gazowej w Sosnowcu, zaś odpowiedzialni za to po prostu sobie z nas zakpili.
Więc jeśli uważacie, że dopiero jakieś nieszczęście może skłonić kogoś do refleksji, to jesteście wielkimi optymistami. To się nie dzieje, choćby na krótką chwilę po tragedii.
Temat prowadzenia prac na drogach publicznych oraz braku stosownych reakcji straży miejskiej w przypadku naruszeń przepisów oraz zagrożenia dla bezpieczeństwa poruszaliśmy w rozmowie z prezydentem Sosnowca Arkadiuszem Chęcińskim. Powyższy przykład ukazuje brak poprawy w stosunku do dotychczasowej praktyki.
Wrócimy tam jutro.

Pomóż nam stworzyć najlepszy portal dla Zagłębia Dąbrowskiego. Weź udział w krótkiej ankiecie – odpowiedz na pytania. Z góry dziękujemy!



