Gminny Plan Rewitalizacji to niezbędny dokument, gdy chce się pozyskać środki zewnętrzne w trybie ustawy o rewitalizacji z 2015 roku. Z możliwości tych można skorzystać w dość ściśle określonych przypadkach, zaś warunkiem niezbędnym są zwiększone problemy społeczne na danym obszarze.
Nie jest to zatem kolejna z możliwości na pozyskanie środków, by po prostu coś wyremontować. Przypadek sosnowieckiej Pogoni zdaje się jednak sugerować, że tak właśnie bywa niekiedy traktowany – jak okazja, by z funduszy zewnętrznych trochę dołożyć do planowanego remontu jakiegoś obiektu, nie bacząc przy tym na cele, jakie powinny przyświecać idei rewitalizacji.
O planie rewitalizacji, szczególnie w kontekście Pogoni, rozmawialiśmy z Pawłem Piotrowskim – powołanym jako przedstawiciel strony społecznej do Komitetu Rewitalizacji – autorem strony Rewitalizuje-MY Pogoń, mieszkańcem dzielnicy.

Rewitalizacja czy sposób na dofinansowanie remontu?
Niedawno założył Pan na Facebooku stronę o dość znamiennej nazwie. Hasło Rewitalizuje-MY Pogoń jasno sugeruje przekaz – że to od mieszkańców zależy, jak dzielnica będzie wyglądać i jak wykorzystane zostaną możliwości, które dają środki na rewitalizację.
Tak, zaangażowanie mieszkańców jest niezbędne nie tylko dlatego, że to ich otoczenia, które oni sami znają najlepiej, mają dotyczyć działania. Współpraca z lokalną społecznością jest wprost ujęta w przepisach, wskazując konsultacje społeczne oraz udział mieszkańców w Komitecie Rewitalizacji jako wymóg ustawowy.
Więc ten drugi warunek jest spełniony – w Komitecie Rewitalizacji, powołanym 14 października 2025 roku, jest 10 przedstawicieli strony społecznej. Zastrzeżenia ma Pan do konsultacji społecznych.
Trudno ich nie mieć. Sposób w jaki informowano o konsultacjach społecznych i jak je przeprowadzono, sprawia wrażenie że całość miała być zaplanowaną fikcją, której celem było jak najmniejsze zainteresowanie mieszkańców. Odbyło się w sumie 9 spotkań na początku 2025 roku, z których:
- 2 wyznaczono na godzinę 10:00 rano,
- 3 wyznaczono w południe,
- 1 wyznaczono na godzinę 13:00,
- 3 wyznaczono na godzinę 16:00.
Nawet najpóźniejsza z tych godzin to czas, w którym ludzie pracują albo jadą z pracy, nie mówiąc o pozostałych porach. Jakby tego było mało, informacja, że takie spotkania w ogóle się odbędą, nie była zbyt szeroko dostępna. Pytałem ludzi, czy wiedzieli o spotkaniach – wszyscy zaprzeczyli.
Ja też nie wiedziałem. „Kręcę się” z przyczyn zawodowych po całym mieście i żadna informacja nie rzuciła mi się w oczy; raz widziałem, w Internecie.
Właśnie w tym rzecz. Na sześć spotkań nie przyszedł nikt, na jedno – dwie osoby, na jedno – trzy osoby, a na ostatnie – osiemnaście. Na to ostanie może dlatego, by tak źle to nie wyglądało. Choć i tak wygląda to dramatycznie – 23 osoby wzięły udział w konsultacjach w całym mieście. To kilka razy mniej niż w mniejszej Dąbrowie Górniczej, kilkanaście razy mniej, niż nie tak dużo większych Katowicach.
Myśli Pan, że Urząd Miasta miał gotowy program i nie chciał, by ktokolwiek w niego za bardzo ingerował?
Każdy może wyciągać własne wnioski na podstawie faktów. A one wyglądają właśnie tak. Na obszar rewitalizacji Pogoń-Wschód przeznaczone jest 1.343.700 złotych do roku 2030, z czego 85% (1.150.900 zł) na remont biblioteki przy ulicy Roweckiego. W jaki sposób remont biblioteki, która leży poza obszarem objętym programem, ma pomóc rozwiązać problemy społeczne w tym obszarze? Kto tam pójdzie z ulic Nowopogońskiej, Rybnej i okolic?
Można odnieść wrażenie, że ten pomysł nie jest po to, by spełniać cele rewitalizacji, tylko pozyskać pieniądze na remont biblioteki.
Cześć pieniędzy. Z tej kwoty jedynie 300.000 zł to środki zewnętrzne. Większość – 850.900 zł – to środki własne miasta. Biblioteka leży na obszarze, gdzie nie ma za bardzo problemów społecznych, a jeśli już, to na pewno są one nieporównywalnie mniejsze, niż na deklarowanym obszarze działań rewitalizacyjnych. Zwiększone bezrobocie, alkoholizm, bieda i inne negatywne zjawiska występują nie tam, gdzie kieruje się środki. I nijak planowana inwestycja nie pomoże tym ludziom. Naprawdę ktoś uważa, że inwestycja w bibliotekę – i to nie tę bliską, tą na ulicy Będzińskiej, ale w zupełnie innej części dzielnicy – przyczyni się do zmniejszenia problemów społecznych choć odrobinę?
Co powinno się zrobić w ramach planu rewitalizacji dla wschodniej części Pogoni według Pana?
Mam swoje pomysły, ale jestem przekonany, że pojawią się głosy, że mam w tym swój interes. Oczywiście – w pewnym sensie mam interes – chciałbym, by moja dzielnica stawała się lepszym, przyjemniejszym miejscem do zamieszkania. I nie chodzi o to, by się kogokolwiek z niej pozbywać. Chodzi o realne pomaganie tym, którzy na taką pomoc zasługują, także przez włączanie ich w proces rewitalizacji, by oni się też w niego zaangażowali.
Jak Pan sobie to wyobraża?
Na przykład przez zagospodarowanie bulwarów nad Czarną Przemszą na Pogoni – projekt był już wielokrotnie wskazywany, między innymi w budżecie obywatelskim. Mamy rzekę, z dala od ruchu ulicznego i zgiełku miasta. Można by stworzyć przestrzeń parkową, z alejkami do spacerowania czy ze ścieżkami, którymi mogłyby jeździć dzieciaki na rowerkach itd.. Zwłaszcza, że w okolicach powstało sporo nowych mieszkań. Tam mogliby się spotykać „nowi” i „starzy” mieszkańcy dzielnicy, w ten sposób się integrować. Byłby to rodzaj odskoczni od codziennego marazmu, przynajmniej dla części tych mieszkańców, których dotknęły problemy społeczne. Tymczasem mamy tam olbrzymi teren, na który przez większość roku mało kto się zapuszcza. I trudno się dziwić, skoro sam teren jest tak zapuszczony.
Nie ma szans na zmiany? Co na to radni dzielnicy?
Nie wiem, czy są szanse na zmiany i nie wiem, co na to radni, bo kontakt z nimi jest bardzo słaby. Dość powiedzieć, że niektórzy proszą o kontakt tylko przez e-mail, a potem nigdy na korespondencję nie odpowiadają. Wydaje mi się, że nie o to chodzi w byciu radnym. Dziś jest spotkanie Komitetu Rewitalizacji. Zobaczymy, co ono przyniesie.
AKTUALIZACJA. Mieliśmy okazję przez chwilę porozmawiać z Pawłem Piotrowskim po zakończeniu obrad komisji. Szczegóły poniżej zdjęcia.

Późno. Dopiero się skończyło?
Obrady trwały jakieś dwie godziny, a potem była jeszcze chwila by się wymienić spostrzeżeniami w kuluarach.
A chociaż było konstruktywnie?
Trochę tak, a trochę nie. Napięcie, szczególnie na początku, było duże. Usłyszałem, że rozdmuchałem temat, by się na takim ataku wylansować.
A chciał się Pan wylansować przez atak?
Oczywiście,
że nie, bo żadnego ataku nie było. Odkąd upubliczniłem temat i
założyłem Rewitalizuje-MY Pogoń, opisywałem tylko same zjawiska,
które mi się nie podobają, unikając jak ognia wskazywania osób,
które według mnie za nie odpowiadają, bo sam nie wiem kto za to
odpowiada. Osobiście uważam – i chciałbym to podkreślić – że nie
powinniśmy się skupiać na osobach, ale na problemach i ich
wspólnym rozwiązaniu, bo temu też służy Komitet.
Zarzucano
mi natomiast, że nie zgłaszałem swoich uwag wprost, tylko od razu
robiłem z nich sprawę publiczną. To są zarzuty zupełnie
nietrafione. Dużo wcześniej próbowałem działać poprzez
zwrócenie uwagi na problem radnym. Skutki tego były żadne, gdyż
albo nie dostawałem odpowiedzi w ogóle albo dostawałem odpowiedzi
bez jakichkolwiek konkretów lub zupełnie nie na temat.
I całe spotkanie tak wyglądało?
Na szczęście nie, temperatura dyskusji opadła, a ta stała się bardziej merytoryczna. Mówiąc w skrócie – ustaliliśmy, że jako Komitet zwrócimy się do Prezydenta Miasta o możliwość zgłaszania wniosków do Gminnego Programu Rewitalizacji przez mieszkańców oraz o przeprowadzenie dalszych konsultacji. Kolejne spotkanie Komitetu odbędzie się w marcu, wtedy też taka prośba będzie poddana pod głosowanie. Ponadto pojawił się też pomysł organizacji spacerów po wskazanych w GPR obszarach zdegradowanych, tak by osoby należące do Komitetu, mieszkające w różnych częściach miasta, zdobyły wiedzę o specyfice każdego z nich. Myślę, że to świetna idea.
A co, jeśli te przyszłe konsultacje będą wyglądały jak dotąd?
Mam nadzieję, że nie, że Członkom Komitetu, wspólnie z miastem, uda się tym razem nagłośnić te inicjatywy. Padały bowiem głosy, że trudno się przebić z informacjami do mieszkańców i że dlatego tak mało osób wzięło w nich udział. Zwracano uwagę, że niezupełnie, gdyż jeśli tylko komuś zależy, to z taką informacją dotrze. Podałem jako przykład plebiscyt na Sosnowiczankę Roku – w ciągu zaledwie kilku dni dowiedziało się o nim bardzo wiele osób. Tymczasem o konsultacjach społecznych w sprawie GPR nie wiedzieli nawet niektórzy członkowie powołanego później Komitetu.
Przykład trafiony, gdyż o plebiscycie na Sosnowiczankę Roku wiedzą nawet niektórzy moi znajomi ze Śląska.
No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem podobnie będzie i z informacjami na temat konsultacji. O ile postulat ich przeprowadzenia zostanie uwzględniony. A co do rzekomego „lansowania się” to uważam, że jeśli dzięki profilowi Rewitalizuje-MY Pogoń przynajmniej kilkadziesiąt osób dowiedziało się, że w ogóle taki dokument, jak Gminny Plan Rewitalizacji w ogóle istnieje, to już jest jakiś sukces.
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się na nasz biuletyn informacyjny!
Pomóż nam stworzyć najlepszy portal dla Zagłębia Dąbrowskiego. Weź udział w krótkiej ankiecie – odpowiedz na pytania. Z góry dziękujemy!


