Schody ruchome na placu Stulecia w Sosnowcu, czyli tak zwanej Patelni znów nie działają. Nie jest to żadna nowość, bo gdybyśmy mieli pisać za każdym razem, kiedy przestają służyć jak należy, znudziłaby się nam praca tak szybko, jak czytelnikom zaglądanie wówczas do nas. Jednak tym razem urządzenie padło ofiarą wandalizmu, choć wymiana go na całkowicie nowe pół roku temu miała oznaczać także większą odporność na niszczycieli.

Schody (nie)ruchome w Sosnowcu celem kpiarzy i… wandali
Schody ruchome pojawiły się w Sosnowcu podczas największej przebudowy centrum miasta (lata 1998 – 2001). Wydrążono wtedy tunel pod dworcem kolejowym, łącząc istniejące przejścia podziemne pod ulicą 3 Maja i pod peronami kolejowymi w kierunku ulicy Jana Kilińskiego. Wówczas część placu Stulecia znalazła się poniżej poziomu ulicy. Komunikację zapewniają tam także tradycyjne schody oraz windy. To właśnie wtedy ruchome schody z charakterystycznym zadaszeniem stały się jednym z najbardziej widocznych elementów architektonicznych postmodernistycznego projektu. Urządzenie pozwala wjechać z podziemia na powierzchnię, gdyż działa tylko w jedną stronę.
Schody służyły ponad 20 lat, choć w tym czasie ulegały awariom i aktom wandalizmu. Największy remont przeprowadzono w 2015 roku za cenę 147 tysięcy złotych. Zamknięto je wtedy na około 2 miesiące, celem przeprowadzenia wymiany i naprawy niektórych podzespołów oraz konserwacji. Otwarto je ponownie 10 listopada tamtego roku.
Kolejne awarie, w tym ta z lutego 2025 roku, doprowadziły do decyzji o całkowitej wymianie urządzenia na nowe. Uznano, że do starych schodów będzie coraz trudniej o części, które są po ponad dwóch dekadach eksploatacji mocno zużyte. Ponadto informowano, że nowe mają być bardziej odporne na działalność niszczycieli.
Całe postępowanie trwało długo, zaś ekipa monterska pojawiła się na placu budowy z ponad dwumiesięcznym opóźnieniem, czyli 12 listopada 2025 roku i przystąpiła do demontażu starych schodów. Uwinęli się jednak dość szybko, gdyż jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia tamtego roku nowe schody ruszyły. Koszt wymiany wyniósł 346.860 złotych.
Szybko się jednak okazało, że sprawdzają się kiepsko. Zaprojektowano je tak, że pozostają nieruchome, zaś uruchamiają się dopiero wówczas, gdy ktoś do nich się zbliży. Ponieważ jednak to nie zawsze działało, korzystający odruchowo szukali przycisku uruchamiającego. Takiego jednak nie ma, za to jest przycisk awaryjnego zatrzymania. Wciśnięcie tego przycisku powoduje zatrzymanie urządzenia i konieczność interwencji obsługi, przez co schody bardzo często nie działały wcale, czekając na odblokowanie.
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się na nasz biuletyn informacyjny!
Okazało się też, że z odpornością na wandali też jest gorzej, niż się spodziewano, czego najlepiej dowodzi obecna sytuacja. Jedna z burt została prawdopodobnie potraktowana solidnym kopniakiem, gdyż panel wpadł do środka po tym, jak siła uderzenia wyrwała go z mocowań. Paradoksalnie, nowe urządzenie chyba częściej pada ofiarą niszczycieli niż poprzednie. Być może dzieje się tak dlatego iż częściej nie działa niż stare schody, właśnie przez awaryjne zatrzymania, co u niektórych może powodować wybuchy agresji prowadzące do niszczenia mienia wspólnego.
„Oczywiście, Was Mieszkańców nie interesuje powód, dla którego schody nie działają. Słusznie. Każdy chce korzystać i już. Jednak od momentu przebudowy i zmiany systemu na automatyczne uruchamianie, schody są regularnie dewastowane. Czasem unieruchomienie jest przypadkowe, a czasem są traktowane ‘z buta’ – sami widzicie na zdjęciu, a to tylko jeden z przypadków.
W poniedziałek przyjedzie nowa firma, która się nimi zajmie. My jednak będziemy weryfikować ich funkcjonalność. Oczywiście, nic nie jest wandaloodporne, ale poprawić ich działanie możemy. I tak też zrobimy.” – napisał dziś prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński na portalu Facebook.
Wygląda więc na to, że jest szansa, iż system automatycznego sterowania zostanie zmodyfikowany lub nawet zastąpiony ręcznym. Wszystkiego się dowiemy po konsultacjach z inną firmą, niż ta, która instalowała nowe schody.

Wnioski dla przyszłych inwestycji, szczególnie dla kładek
Oczywiście nic nie usprawiedliwia niszczycieli i trzeba mieć nadzieję, że się uda ich zidentyfikować, złapać i ukarać. To aspekt moralny sytuacji. Ale jest jeszcze aspekt praktyczny.
Nawet jeśli uda się sprawców ukarać, to schody będą i tak przez jakiś czas zepsute. Tym razem i każdym kolejnym. I nie da się z nich wtedy korzystać. O ile na Patelni to pół biedy, bo jest w pobliżu winda, to w innych miejscach awarie podobnych urządzeń są poważnymi problemami. Tych, którzy nie mogą przejść, nie interesuje kto zawinił, tylko fakt, że nie mogą przejść. Windy, platformy i schody ruchome powinny być ostatecznością właśnie z powodów praktycznych, jeśli już naprawdę nie ma możliwości.
Dowodzi tego choćby przykład windy dla niepełnosprawnych na Ślimak czyli między poziomami ulicy 3 Maja a estakady wzdłuż ulic Parkowej i Orlej. Jest ona bardzo często zepsuta, częściej nie działa niż działa. Tu nie ma łatwej możliwości rozwiązania problemu, ale powinno dać do myślenia przy projektowaniu innych inwestycji.
Wśród takich inwestycji, które mają dopiero powstać, są kładki dla pieszych w dwóch miejscach miasta:
- nad linią kolejową nr 1 (e65), między ulicami Jana III Sobieskiego a Dęblińską i Naftową,
- nad drogą krajową nr 94 na Środuli, w pobliżu sklepu »Auchan« i ogródków działkowych.
Już zdecydowano, że zostaną wybudowane mimo licznych głosów, że to nie są dobre pomysły. Budowa przepustów podziemnych dla pieszych ma tę kluczową zaletę, że takie tunele się nie psują w sposób uniemożliwiający przejście nimi, czego nie można powiedzieć o kładkach lub przejściach podziemnych z windami, schodami ruchomymi czy platformami ruchomymi dla wózków. Tunel pod ziemią nie tylko nie jest zależny od urządzeń mechanicznych, od ciągłości dostaw prądu ale i od stopnia agresji i determinacji wandali. Można nim przejść o kulach, o lasce, na wózku inwalidzkim, z wózkiem dziecięcym, z rowerkiem dziecięcym i na rowerze, bez konieczności czekania i pakowania się do windy (a nawet dwóch, bo trzeba nie tylko wjechać ale i zjechać). Tunel po prostu jest i zawsze działa.
Oczywiście pozostaje kwestia kosztów, które w przypadku wielkich przekopów są duże. Tak jest w przypadku hipotetycznego tunelu na Środuli. Ale jeśli chodzi o Stary Sosnowiec, było można wybudować taki tunel taniej niż kładkę. Tylko że miasto się zagapiło i nie zwróciło do kolei z taką inicjatywą zanim ta rozpoczęła przebudowę torowisk. Wszystko było rozkopane, było można łatwo zbudować tunel w miejscu, w którym kiedyś istniał przejazd kolejowy możliwe jest dojście z obu stron obecnego nasypu. Skutki tego gapiostwa są raczej nieodwracalne i chyba już zaniechano prób ich odwrócenia.

Pomóż nam stworzyć najlepszy portal dla Zagłębia Dąbrowskiego. Weź udział w krótkiej ankiecie – odpowiedz na pytania. Z góry dziękujemy!



