Jeśli Szanowni Czytelnicy dziwią się, że piszemy o temacie sprzed 3 tygodni i myślą, że nie jesteśmy na bieżąco z informacjami, to nic z tych rzeczy. Po prostu ta czysto polityczna „wrzutka” większości sosnowieckich radnych pojawiła się tuż przed świętami. Na temat, którego dotyczyła, Rada Miasta nie ma żadnego wpływu, gdyż rady gmin nie mają w tej sprawie jakichkolwiek kompetencji. Jedynym skutkiem przyjętej uchwały było wzniecenie waśni między ludźmi w czasie, w którym ludzie życzą sobie spokoju w rodzinnej atmosferze. Ponieważ, podobnie jak nasza redakcja, autor niniejszego tekstu też składał wszystkim życzenia spokoju i unikania polityki oraz tematów konfliktogennych, publikacja odłożona była na czas poświąteczny. Właśnie dlatego, że autor (w mojej osobie) składał owe życzenia spokoju i zgody szczerze. Mam wrażenie, że niektórzy radni – niekoniecznie.
Rada Miasta Sosnowiec naciska na władze centralne w sprawie „małżeństw jednopłciowych”
Rada Miasta zebrała się ostatni raz w 2025 roku 18 grudnia, między innymi w celu przegłosowania budżetu na nowy rok. Wśród kilkunastu uchwał podjętych tamtego dnia, była także ta z apelem do polskiego rządu, aby ten podjął działania umożliwiające Kierownikowi Urzędu Stanu Cywilnego w Sosnowcu wykonywanie wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, stwierdzającego obowiązek transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw osób tej samej płci.
Apel dotyczy orzeczenia TSUE (nie wyroku, jak napisano w treści uchwały RM) z 25 listopada 2025 roku w sprawie zapytania prejudycjalnego z Polski na ten właśnie temat. Zapytanie prejudycjalne to takie, które dotyczy możliwości i sposobu stosowania konkretnego prawa. Według orzeczenia TSUE odmowa uznania przez państwo członkowskie Unii Europejskiej małżeństwa osób tej samej płci, legalnie zawartego w innym państwie członkowskim UE, jest niezgodna z prawem wspólnotowym.
Wyniki głosowania przedstawiają się następująco:
ZA – 17 głosów (wszyscy Koalicyjny Klub Radnych Koalicja Obywatelska / Lewica / Dumni z Sosnowca / Polska 2050):
- Ćmachowski Jakub (Lewica),
- Dzieża-Sowa Ewa (Lewica),
- Jankowska Beata (niezrzeszona),
- Jedynak-Rykała Anna (niezrzeszona),
- Kazimierczak Jacek (Koalicja Obywatelska),
- Kaźmierczak Michał (Koalicja Obywatelska),
- Maj Edyta (Koalicja Obywatelska),
- Mentel Grzegorz (Koalicja Obywatelska),
- Mermel Jakub (Lewica),
- Niedziela Tomasz (Lewica),
- Nitwinko Wojciech (Lewica),
- Pogoda-Mendakiewicz Małgorzata (Koalicja Obywatelska),
- Sobańska Halina (Lewica),
- Szafraniec Maciej (Dumni z Sosnowca),
- Szota Ewa (Koalicja Obywatelska),
- Wojtusiak Karina (Polska 2050),
- Żurawski Damian (Koalicja Obywatelska);
PRZECIW – 5 głosów (wszyscy Klub Radnych Prawo i Sprawiedliwość):
- Bosak Jan,
- Dudek Jacek,
- Kempny Zdzisław,
- Sokołowski Tadeusz,
- Welon Grażyna;
WSTRZYMUJĄCY SIĘ – 1 głos (Koalicyjny Klub Radnych Koalicja Obywatelska / Lewica / Dumni z Sosnowca / Polska 2050):
- Radziejewski Wiktor (niezrzeszony);
OBECNI, NIEGŁOSUJĄCY – 1 radny (Koalicyjny Klub Radnych Koalicja Obywatelska / Lewica / Dumni z Sosnowca / Polska 2050):
- Zając Michał (Koalicja Obywatelska);
NIEOBECNI — 1 radny (Klub Radnych Prawo i Sprawiedliwość):
- Zmarzlińska-Kulik Renata.
Czy po to wybieraliśmy radnych? Opinia
Tyle informacji. Długo wahałem się, czy wyrażać tutaj swoją opinię, gdyż prawdopodobnie poskutkuje to natychmiastowym przyklejeniem mi łatki politycznej przez niektórych ludzi, którym polityka przesłania oczy na cały świat. Ponieważ jednak, mimo unikania przeze mnie wyrażania opinii i ograniczania się niemal wyłącznie do relacjonowania faktów i ewentualnie opinii cudzych, i tak nazwano mnie w ubiegłym roku już „lewakiem”, „prawakiem”, „neoliberałem”, „faszystą”, „komunistą”, „KODziarzem”, „PiSuarem”, „silniczkiem”, „konfiarzem” i jeszcze kilkoma równie niecelnymi i pogardliwymi określeniami, uznałem że nie ma co na opinie takich osób zważać i postanowiłem napisać kilka słów komentarza.
Rady gmin (w tym miast), z założenia, nie są ciałami politycznymi. Mówił o tym nawet prezydent Sosnowca w przedświątecznej rozmowie z nami, że większość samorządowców nie jest bezpośrednio zaangażowana politycznie (łącze do materiału pod tekstem). Praktyka pokazuje jednak coś innego. Oczywiście, że radni startują także z list partyjnych, bo to im daje pewien bonus – głosy wyborcze od ludzi, którzy żyją polityką. Głosy tych wyborców, dla których ważniejszym jest, kto pod jakim szyldem kandyduje od tego, jakie dana osoba ma pomysły na miasto, jakie cele i jakie umiejętności, które pozwalałyby te pomysły zrealizować.
Fakt zaangażowania politycznego i sympatii nie jest jednak usprawiedliwieniem politykierstwa w organie samorządowym, którego celem jest działanie na rzecz dobra wspólnoty jaką stanowią mieszkańcy gminy. Innymi słowy – dbałość o to, co jest zadaniem gminy. My – mieszkańcy – wybieramy Was po to, byście się zajęli szkołami, przedszkolami, chodnikami, ulicami, opieką nad niepełnosprawnymi i starszymi, komunikacją zbiorową, planowaniem kierunków rozwoju, likwidacją barier tego rozwoju, komunikacji itd.. Wśród tych zadań nie ma podejmowania uchwał w sprawach, które nie należą do rad gmin – a do takich należy sprawa uznania przez Polskę związków osób tej samej płci, zawartych za granicą Polski. To jest sprawa wyłącznie władzy krajowej i najprawdopodobniej – także konieczności zmiany Konstytucji RP.
A czy radni mogą mieć takie zdanie, jak podjęli w uchwale? Oczywiście mogą zarówno mieć, jak i wyrażać. Jak każdy obywatel. Ale czy powinni to robić w imieniu rady miasta, czyli poniekąd w imieniu wszystkich mieszkańców? Otóż, moim zdaniem, nie. I to bez względu na to, czy byłaby to uchwała o treści takiej, jak przegłosowano w Sosnowcu, czy przeciwnej. Bo przecież nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której rada miasta, zdominowana przez PiS czy wręcz prawicę – podejmuje uchwałę wzywającą rząd, parlament czy prezydenta kraju, by absolutnie nie wdrażali orzeczenia TSUE w życie. Byłoby to tak samo niewłaściwe, bo: bezskuteczne – to raz – dzielące lokalną społeczność – to dwa – oraz nieuprawnione – to trzy.
Przecież demokratyczny mandat do sprawowania władzy, czyli uzyskanie przewagi w wyborach, nie uprawnia nikogo do wypowiadania się w imieniu wszystkich. Powinien to rozumieć każdy, kto złości się, kiedy wybrany Prezydent RP – obecny czy któryś z poprzednich – wypowiada się w imieniu Polaków (sugerując lub wprost mówiąc, że wszystkich), choć blisko połowa nie głosowała na żadnego z nich. Dokładnie tak samo niewłaściwe jest zabieranie głosu w imieniu ogółu przez dowolny organ władzy. I kogokolwiek innego. Demokratyczne sprawowanie władzy bowiem to prawo do podejmowania decyzji w imieniu wszystkich, lecz nie prawo mówienia w imieniu wszystkich.
Dla zobrazowania istoty problemu podam taki przykład. Czytelnicy naszych portali szukają u nas informacji. Większość z nich tak robi, bo pomijam tych, którzy szukają jedynie okazji, by się pokłócić lub naubliżać komuś, dając upust swej frustracji. Każdy znany mi dziennikarz ma poglądy polityczne, większość wyraziste. Ja także je mam i często je wyrażam publicznie, lecz nie jako medium pod określonym tytułem, ale jako ja – Robert Lechowski – poza mediami, w których pracuję. Bo zarówno firma, która mnie zatrudnia, jak i czytelnicy jej portali, oczekują ode mnie pozyskiwania i dostarczania rzetelnych informacji. Bez względu na to, czy czytelnik lub widz głosuje na partię Q,V,X czy Y. Bo dziurawy chodnik, zalewana ciągle droga, awaria w szkole, smród z wysypiska czy przestępcy krzywdzący mieszkańców — nie mają barw politycznych. W moim głębokim przekonaniu medium lokalne nie jest od politykierstwa. W mediach jest miejsce na opnie, lecz z jasnym zaznaczeniem, że to felieton czy komentarz subiektywny. I raczej nie będą to zbyt często media lokalne.
Tak samo, według mnie, jest z rolą radnego – zarówno gminnego, jak i powiatowego czy wojewódzkiego. To przede wszystkim służba, funkcja społeczna, nie zaś praca. I naprawdę rozumiem, że radni ci mają swoje poglądy, które mają pełne prawo wyrażać publicznie, jakiekolwiek one są i zgodne z linią której partii są. Natomiast problem się rodzi wówczas, gdy te poglądy przyjmują formę aktu formalnego, takiego jak uchwała rady gminy (miasta lub wsi), powiatu, regionu. Bo Państwo nie mówią wówczas już jako pan Iksiński czy pani Igrekowska, tylko mówią jako organ reprezentujący wszystkich mieszkańców. I Państwo nie podejmują w ten sposób żadnej decyzji, do czego byliby uprawnieni. Państwo wykorzystują jedynie swą pozycję do nieuprawnionego wzmocnienia głosu swej manifestacji politycznej. Tak to widzę.
Swoją drogą zastanawia mnie, jak to jest, że niekiedy radni nie znajdują czasu na zajęcie się sprawami, które sygnalizują im mieszkańcy. I są to często ważne sprawy w codziennym życiu, na które radni mają realny wpływ. Natomiast na sprawy o jawnie politycznym wydźwięku, na które radni nie mają wpływu żadnego, czas znajdują. Takich spraw jest trochę, o czym mówi wiele internetowych komentarzy mieszkańców. Nie takich, w których winią władze miasta za wszystko, co się w mieście dzieje, łącznie z zachorowaniami na zapalenie spojówek i katar. Ale sygnalizujących ważne sprawy. Ja tylko podam trzy przykłady spraw, które ja sygnalizowałem – nie jako dziennikarz, ale jako mieszkaniec miasta.
- słupy oświetleniowe, stawiane na środku chodników mimo ich wymiany i remontu chodników, kiedy jest okazja, by je przesunąć we właściwe miejsca – pisałem u kilkorga radnych stosowne komentarze, które nigdy nie spotkały się z jakąkolwiek reakcją;
- bajoro w Dańdówce, na jezdni i chodniku między ulicą Wojska Polskiego a hutą, przez które nie da się w żaden sposób przejść w czasie i po deszczu; tą drogą przez blisko półtora roku musieli chodzić piesi podczas przebudowy zamkniętego wiaduktu – także z wózkami i na wózkach; zwracałem się wówczas do dwojga radnych dzielnicy – bez odzewu; co ciekawe – odpowiedziała i zainteresowała się wówczas sprawą jedna osoba, która przestała wykazywać zainteresowanie, gdy… sama została radną;
- przejście przez torowisko kolejowe między ulicami Dęblińską/Naftową a Sobieskiego; miasto „przespało” okazję, by zwrócić się do «PKP Polskie Linie Kolejowe» i wspólnie zbudować przejście pod torami, co byłoby idealnym rozwiązaniem problemu braku przejścia dla pieszych między dwiema częściami miasta; to jest realny problem, gdyż najkrótsza, legalna droga to prawie kilometr dalej piechotą; zarówno ja, jak i inni mieszkańcy, zwracali się do radnych, by zainterweniowali i zmotywowali miasto, bo przecież to jedna z ich ról – reagować na uzasadnione potrzeby mieszkańców; skończyło się tak, że nikt z miasta nie zwrócił się do kolei z konkretnym wnioskiem na czas; teraz – kiedy jest już po czasie, by zrobić to z sensem – stanie tam wielka konstrukcja nad ziemią, czyli kładka; będą co prawda windy dla rodziców z wózkami czy dla niepełnosprawnych, które oczywiście za jakiś czas nie będą sprawne, tak jak w innych miejscach w mieście (patrz: na przykład „Ślimak” lub schody ruchome na „Patelni”); przedstawiciel «PKP PLK» powiedział mi wprost, że gdyby miasto zwróciło się wcześniej do nich, wówczas tunel pod torowiskiem był jak najbardziej realny i łatwy do wykonania, w dodatku o wiele tańszy, niż kładka; jestem przekonany, że na otwarciu tej kładki, która nigdy nie powinna powstać, będzie tłum radnych, chętnych otrąbić swój sukces, choć brak tunelu jest ewidentną porażką – rozsądku, właściwego gospodarowania i po prostu – dobrej roboty.
Ciekawe, co zostanie zawalone lub zrobione nie tak dobrze, jak powinno być, gdyby Szanowni Radni zajęli się swoimi obowiązkami zamiast w tym czasie procedować uchwały bez żadnej mocy, za to dzielące ludzi i sprawiające, że się pokłócą na święta.
Chciałbym wierzyć, że część głosujących za przyjętą uchwałą, zrobiła to z przekonania, nie przemyślawszy wcześniej jej skutków – czyli braku realnego znaczenia a skłócenia ludzi jednocześnie. Na pewno jednak część zrobiła to z wyrachowania. Tym pierwszym składam życzenia na nowy rok, by zastanowili się nad tym nieco i by na przyszłość takie działania dobrze przemyśleli. Natomiast tym drugim życzę sukcesu w wyborach do Sejmu oraz czym szybszego ustąpienia miejsca w Radzie Miasta tym osobom, których głównym celem jest zajmowanie się sprawami miasta i jego mieszkańców, na które mają wpływ radni, a nie politykowanie i traktowanie funkcji radnego jako trampoliny do polityki.
Wszystkim zaś czytelnikom i mieszkańcom Sosnowca, Zagłębia Dąbrowskiego, a nawet całej Polski życzę, by trafnie wybierali swoich przedstawicieli w radach samorządowych. Bez względu na to, jakie mają poglądy polityczne. I wszystkiego innego – wyłącznie dobrego – w nadchodzącym roku!
Arkadiusz Chęciński. Dlaczego prezydent Sosnowca został youtuberem, co zrobić z Zagłębiem, rowerzystami i pieszymi oraz czy uczynimy Sosnowiec znów wielkim?
Czy Sosnowiec będzie znów wielki? Rozmowa z Arkadiuszem Chęcińskim